czwartek, 2 kwietnia 2015

Dzierga się

Szycia dalej zero, za to sweter dzierga się mozolne. Oj krzywe to oczka że ho, ho! W zasadzie dobrze, że włóczka jest trochę włochata i nierówna kolorystycznie - dzięki temu moje krzywulce aż tak nie rzucają  się  w oczy:P





A ta zimowa pogoda to chyba specjalnie dla mnie - motywacja, abym na te święta (bo na Boże Narodzenie się nie udało :P)  mój mocno zimowy płaszczyk wykończyła:P 


wtorek, 24 marca 2015

Pierwszy sweter

Ostatnio nie mam co pokazywać... Mój słodki Janome kurzy się od przeszło dwóch miesięcy, i już zwątpiłam, że skończę  mój płaszcz zimowy ... 
W tych skrawkach wolnego czasu, które mi ostatnio zostają  usiłowałam coś wydziergać - choć to, co w tym kierunku czyniłam z dzierganiem niewiele miało wspólnego... Otóż przeczesywałam w tę i z powrotem wszelkie przepisy na prosty sweter,  grzebałam w darmowych wzorach, a nawet wykonałam kilka próbek schematów... Wybranie jakiegoś wzoru na mój pierwszy sweter wcale nie było zadaniem prostym, bo umyśliłam sobie, aby wzór nie był zbyt trudny, ale zarazem i niebanalny, niezbyt elegancki, ale też pasujący do mojej włóczki z delikatnym połyskiem. Wzór też musiał być taki "od a do z",  idealnie rozpisany i wytłumaczony jak chłopu na miedzy, bo wszelkie kombinacje i wariacje własne - póki co - to nie jest jeszcze mój level.
I oczywiście - wzoru idealnego nie znalazłam... Postanowiłam więc, że mój pierwszy sweter będzie swetrem " rozbiegowym" - czyli najprostszą  tubą  z reglanem robioną od dołu zwykłym dżersejem, z lekko fantazyjnym karczkiem, do którego mi jeszcze bardzo daleko, więc zapewne zdąży mi się jeszcze nie raz odwidzieć. Co prawda korzystam z instrukcji schematu na bluzeczkę bez rękawów - co zrodzi oczywistą  konieczność wygrzebania skądś przepisu na reglanowe rękawy, ale tym będę  się martwić za jakieś .... 3- 4 tygodnie. Do tego czasu mój skromny udzierg,  który prezentuję  poniżej, może zostać spruty  przynajmniej kilka razy, w wraz z pruciem - rozpłynie się też i problem reglanowych rękawów.


I jeszcze kilka informacji technicznych: dziergam włóczkę gazzal galla, drutami  nr 4, ściągacz - drutami nr 3,5 (już wiem, że ściągacz lepiej wyglądałby na drutach nr 3), wg darmowego  wzoru Mirabell.
Zakładam optymistycznie, że pod koniec tygodnia  udzierg osiągnie rozmiary wystarczające do określenia, czy dziergam zgrabny sweterek, czy też może mniej wdzięczną "jubę".





sobota, 7 lutego 2015

Zaległości i inne różności

Około tydzień temu do mojego szalika dołączyła czapusia - wzór to WRUM z kilkoma modyfikacjami zakończenia . Cały czas dziergając  miałam obawy,  że ona taka malutka jest, więc czy ja ją w ogóle  na głowę  wdzieję - bo to moja druga czapusia ever- a tu niespodzianka: czapusia mogłaby być o kilka oczek węższa... na oczy mi co prawda nie leci, uszy zakrywa skutecznie, ale wydaje mi się, że bardziej dopasowana lepiej by się układała i jakoś moja facjata by w niej korzystniej wyglądała .... Na razie chodzę w takiej, i biję się z myślami, czy aby może nie pruć ...






No i z racji  moich ostatnich urodzin wzbogaciłam się o pokaźny stosik nowych książek:


I to nie  jest tak, że na  urodziny dostaję od wszystkich tylko  książki i z innymi prezentami nie wpuszczam (bo wpuszczam, i to nawet bez prezentów:P). Po prostu - w pobliskiej galerii otwarto nowego Matrasa, a na otwarcie matrasik zafundował 25 % zniżki na wszystko! Więc  musiałam się mocno pilnować aby nie rozszaleć się zbytnio, bo po świętach zaskórniaków zbyt wiele nie zostało... a że po drodze urodziny były ...
Część książek ze stosiku  dostałam od mojego Męża najukochańszego, część od rodziców (bo urodzinowego pieniążka można słusznie zainwestować  tylko na dwa możliwe sposoby: w książki lub w materiały), a część w ramach samodzielnego poprawiania humoru po urodzinowo - świątecznej chandrze :D

Obecnie połykam "Z zimną krwią" T. Capote. Co prawda po filmie "Capote"  wiem już  mniej więcej czego się spodziewać, ale na szczęście wiedza ta w żaden sposób nie psuje przyjemności czytania tego dzieła. Bo film koncentruje się głównie na świadomym swego talentu autorze, który tworzy powieść swego życia, którą na szczęście potem możemy przeczytać i ocenić, czy rzeczywiście jest aż tak dobra :) 

A korzystając z pierwszego wolnego weekendu w tym roku, zamierzam w końcu skończyć mój zimowy płaszcz, aby jeszcze wdziać go choć raz przed wiosną:P

Na zakończenie zostawię Was z małą słodką  przekąską - ciasteczkami serowymi nadziewanymi dżemem.


Przepis jest zmodyfikowaną  i odtłuszczoną wersją tych dostępnych w internecie. Wykonanie jest banalne i szybkie - tylko takie preferuję  w swej kuchni:P
Do ciasteczek potrzeba:
250 g sera chudego ( no bo mają być odtłuszczone)
150 g masła (w dostępnych przepisach zalecają 250 g ale o 100 g mniej brzmi o wiele bardziej "dietetycznie")
250 g mąki (u mnie pół na pół z orkiszową)
1 jajko
szczypta soli
2 łyżeczki cukru brązowego (opcjonalnie)
1/2 łyżeczki sody

Wyżej wskazane składniki szybko  zagniatamy, wałkujemy na około 0,5 cm, a potem to wykrawamy z nich co nam się tylko podoba:) U mnie są to prostokąty nadziane domowym dżemem porzeczkowym i szczelnie zaklejone z każdej strony.  Na pewno jednak spróbuję  wyciąć z nich zwykłe ciastka, które przełożę po upieczeniu marmoladą:)
Ciastka są miękkie i puszyste, ładnie pęcznieją podczas pieczenia za sprawą dodanej sody. Myślę jednak, że bez sody też można uzyskać fajny efekt :) 
W przepisach znalezionych w necie niekiedy zaleca się  schłodzenie ciasta w lodówce przed rozwałkowaniem przynajmniej przez pół godziny - ale to wersja dla większej zawartości masła i bez jajek. Ja zazwyczaj dodaję masło prosto z lodówki, siekam z mąką przez moment a potem szybko zagniatam. Efekt jest zadowalający więc nie komplikuję sobie bardziej życia:)

Smacznego!!!

edit: zapomniałam napisać  że ciastka pieczemy przez ok.25 min w temp. 180 stopni:)