piątek, 12 października 2012

Dobry plan - to elastyczny plan :)

Taka refleksja mnie ostatnio dopadła, że  koło 30 % mojej garderoby powstała w wyniku bardziej lub mniej udanych podbojów  "szyciowych" (tak - "szyciowych", bo do miana "krawieckich" nawet się nie zbliżyły), ale  chyba jeszcze nigdy nie udało mi się trzymać  od deski do deski upatrzonego wykroju. I nie chodzi mi tylko o instrukcję, co z czym najpierw i gdzie upiąć, przyciąć, przestębnować, rozprasować - bo  na to  chyba każda przyzwoicie władająca maszyną istota ma swój własny przepis... Chodzi mi o zmiany istotne, konstrukcyjne, które zazwyczaj powodują, że ostateczna wersja staje się  bardzo ubogim krewnym pierwowzoru. Dopasowanie to zazwyczaj podstawa - zwłaszcza jak nie ma się wymiarów modelki :/.  Ale dopasowanie, a całkowite odejście od koncepcji kroju, to już dwa zupełnie różne tematy ... 
Tym razem, jak zwykle zarzekałam się, że już od początku do końca pójdzie jak po maśle - bo 100% z wykroju. Model wybrany od  dawna - nr 121  z  Burdy 12/2011.

Oryginał wyglądał tak:


Marzyła mi się wersja jasna - najlepiej biała z czarnym spodnim kołnierzem i klapkami. Wybrałam więc materiał ...  i  nie wiem co mnie przyćmiło w sklepie, iż wydawało mi się, że będzie to najlepszy wybór do tego modelu - ważne, że przyćmienie owo trwało naprawdę dłuuugo.. ) wiele za długo, bo aż do pierwszej przymiarki ... Co prawda problemy z przyklejeniem do niego  flizeliny wzbudziły pewne zaniepokojenie, ale w amoku krojenia całkiem sporej płachty materiału, brnęłam dalej...  

Rozsądek przyszedł późno, kiedy rozstrzygały się losy, czy wszystko wrzucić  tam, gdzie tego miejsce- czyli do kosza,  czy też stoczyć jeszcze jedną bitwę, bo model owy jest  z tkaniny wełnianej, nie jest zbyt spasowany,  przez co nabiera charakteru para - płaszczykowego żakietu na ciepłe jesienne spacery... Więc gdzie tam na niego moja płachta - sztywne,  cienkie coś o strukturze przypominającej namiotowe płótno.... 
 
Pierwsza przymiarka - niech przemilczę  szczegóły ... ogólny efekt był taki, że wykrój na manekinie przypominał bardziej  szeleszczący  latawiec niż żakiet....
  
No ale wzięłam się w garść i przez kilka dni walczyłam z wykrojem wytrwale, charakter cięć - zwłaszcza w okolicy zaszewki piersiowej  nie pozostawiał mi zbyt dużego pola manewru...I jeszcze ten przeklęty materiał, który ni jak nie chciał się układać w żadnym kierunku! Po wielu, naprawdę  przykrych słowach wypowiedzianych pod jego kierunkiem, obecnie wygląda on tak:



Oczywiście doskonałości nie osiągnie nigdy - chyba, że skroję boczne kliny od nowa, no i jeszcze może całe przody oraz kiszenie... Wymaga jeszcze sporo poprawek począwszy od kołnierza, po rękawy, które jak nigdy nie wszyły się gładko, po lekkie poprawki spasowania tyłu... Ale  z nadzieją patrzę w przyszłość, że doprowadzę to dzieło mej rozpaczy do stanu  - oględnie mówiąc - użytecznego . 

P.s. Jako początkująca blogerka chciałam, niniejszym, wyrazić me zdumienie, ile można pisać o płachcie przerabianej na żakiet .... 

5 komentarzy:

  1. Koncepcję uważam za świetną - bardzo podoba mi się połączenie bieli z czernią i czerni z bielą. Marzy mi się też żakiecik, ale ze względu na porę roku raczej czarny z białymi elementami. Tylko, że ja na razie na żakiety się nie porywam - zbyt początkująca ze mnie istota :) Co do Twojego żakietu - ciekawa jestem jak wygląda na Tobie :) Bo na pewno lepiej niż na manekinie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) żakiecik owy to twardy zawodnik - ciągle jakieś psikusy robi, więc postęp w szyciu znikomy:/. ale ja też twarda jestem :))

      Usuń
  2. No tak czasem bywa....:) Ale porwałaś się na żakiet, czego my nadal nie uczyniłyśmy, więc chylimy czoła w geście uznania;) No i powodzenia z doprowadzeniem szycia do końca:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. walczę z nim zawzięcie!! myślę, że lada dzień wątek żakietowy zostanie zakończony:) dziękuję za odwiedziny!!

      Usuń
  3. No coz ... wiecej nie dodac nie ujac. Jak to wazne jest aby dorac dobrze material do planowanego ubioru.
    Co do tego trzymania sie modelu - niewydaje mi sie, aby to, ze jak na razie zawsze cos zmieniala bylo czyms zlym. Mowi to bardziej o twojej tworcze/kreatywnej duszy :-)
    Ja zazwyczaj patrze co jest w danym modelu ciekawe i jak moge ten element wkombinowac tak aby pasowal do mnie i moich rozmiarow (figury).
    Takze tym bym sie nie przejmowala...
    Powodzenia z zakietem - jestes tak daleko, ze na pewno dopasujesz do siebie. Przymierz na sobie i zrob zdjecia - wtedy jeszcze popatrz co i jak mozna poleprzyc.
    Kosz jest cierpliwy i jeszce moze poczekac :-)

    OdpowiedzUsuń

Za każdy, nawet najmniejszy komentarz szalenie dziękuję:)